← Wróć do bloga
blogDiego

12 56. 22 11 2025

22 listopada 2025

_No EDIT.  (czyste zapiski - )

Oszukać przeznaczenie _ _

_(już nic nigdy nie będzie takie samo ... ) -za każdym razem, gdy chciałem to wrzucić rozpierdlało mnie.

Po raz pierwszy w życiu, właściwie w jego połowie nie bylem tak rozdarty i smutny. Rozjebany. Siedzę o 3 nad ranem w kuchni. Wiatr mocno wieje, leje od półtora miesiąca. 

W pizdu z tymi wszystkimi mądrościami. Czytam tony filozoficznych ksiąg, gdzie o sprawach prostych, ludzkich, przylegających do skóry mądrzejsi ode mnie rozprawiali i poświęcali życie by zrozumieć a mam wrażenie, że nic mnie to nie nauczyło … mam często wrażenie, że czytałem, ale prześliznąłem się po tym jak na fali - surfer, chwile na niej frune, a ona przemija i zapomina. I nie ma. Jest poczucie… ciągle głupi.

Mój najwierniejszy przyjaciel odchodzi. Nie jest to człowiek, słaby, zmienny i mierny. A kot. Cudowny, wspaniały, mój - w zasadzie nasze losy, ścieżki zetknęły się przypadkowo. Bogu dzięki. Chociaż boga nie ma.

Diego ledwo chodzi, od 2 miesięcy, czuwam. Kiedy wstaje, chce zjeść, kiedy idzie do toalety. Ja za nim krok w krok. Łapa w łapę. Pomagam, pokonywać przeszkody. Właściwie jestem nim. Tyle, ze to nie ja umieram. Wstaje i ciągnie tylne lapy by po pluszowych schodach (Angie - jesteś kochana) - (najdzielniejszy) -  by wtaszczyć się do mnie na łóżko, i położyć głowę na mnie i pomruczeć mimo iż nie ma tu miejsca na mruczenie. Lubi przylegać swoim ciałem do mojego.  Kocham go jak na mnie leży. Robi to zawsze.

Nie otrzymałem tyle miłości od nikogo. On zawsze zemną zawsze przy mnie. Bezwarunkowo. Kochany…  3:30 Czołga się, chce wyjść na taras. Wstaję automatycznie na każdy dźwięk. Mam nawet kamerkę baby. Reaguje na ruch. Nie wytrzymuje, patrzenia na niego w takim stanie - sprawia mi to wielki, ból. Nigdy nie czułem się tak bezsilny. Robie mu zastrzyk prawie wbijając sobie igle w rękę.  Wynoszę go na ulubiony fotel. Pięknie pada deszcz, krople bębnią o dach. Miska Diega napełnia się powoli- uwielbia pić deszczówkę. Żarówki ledwo rozświetlają taras. Lubi. Leżąc na kocyku zasypia. Gapię się. Czuję zachwyt, zawsze czuje zachwyt jak na niego patrzę.  To nie przemija.

Nie ma już za co go załapać na karku i swobodnie wbić igle z płynem który zacząłem nazywać: oszukać przeznaczenie. Jedna strzykawka = jeden dzień. Każdego dnia czuje jak wymyka mi się z dłoni. Czuje go pod palcami. Myślę, że niedługo nie będę mógł go przytulić i potargać - ogarnia mnie przerażenie. 

Patrzy wielki oczkami na mnie, lekko miałka. Prawie wogóle nie miauczy. Nie wiem czy to ja się nim opiekuje, czy to on mną -  ma taką wolę walki. Nie chce mnie zostawiać, nie chce bym był smutny. Zawsze przychodzi jak czuje, że jestem smutny. Zawsze.

Patrzę na stół z rozsypanymi strzykawkami, każda to jeden dzień. Nie pomagają już. 

Miej życie litość dal mnie. Nie doświadczaj mnie.  Jestem cieniem i znikam, ściskasz mój żołądek w dłoni, mocno jak zaciska się pieść. Czuje ból, nie puszcza. Chce się uwolnić od tego bólu.

Można kochać tak mocno kota? Pisanie o nim kot już samo w sobie jest nie na miejscu. To Diego. Mój. Nic nie rozumiem z tego życia i po chuj to wszystko.  Zaczynam rozumieć o czym pisał Cioran, na szczytach rozpaczy. Właśnie tam zawędrowałem.  Rozglądam się w dol i szukam odpowiedzi, to ślepy zaułek. Nawet widok, nie koi mego serca. Szczęśliwy ten co nieświadomy. 

Dom, przypomina trochę szpital, nie sprzątam od tygodni. Tylko to co niezbędne. Nie mogę się na czym skupić. Towarzysze przyjacielowi. Idę za nim krok w krok.  Patrzy znów na mnie. Jak mam Ci pomoc kochany? Dieguś… 

Skremuje go. Chcesz go zawsze mieć przy sobie. Nie położe go tej zimnej ziemi.

Prześladuje mnie ostatnio moje stwierdzenie. Nie wiem czy je wymyśliłem sam czy gdzieś przeczytałem. Wszystko co kochasz, umrze. 

Nie wiem co ja sobie myślałem w tym moim małym łbie, że wszystko wiecznie będzie trwać? ALez my potrafimy się oszukiwać.  To miejsce te niewielkie, nie wysokie góry,  doświadczają mnie mocno. Jakby budzily mnie ze snu. HEj, to nie tak, otwórz oczy. Życie wyglada tak. Wake up - kurwa!

Gdy to pisze żyjesz jeszcze Diego. Nigdy tego nie przeczytasz i nie wiem jak mogę pokazać Ci jak bardzo Cię kocham . Możecie się śmiać i drwić. Kocham tego Kota. I jak go nie będzie - kochał będę nadal. Miłość nie musi się kończyć wraz ze śmiercią. 

Budzę się gdy chcesz wstać lub gdy dajesz mi znać , że chcesz wejść na grę po schodach, które kiedyś pokonywałeś paroma skokami a teraz wydają się everestem. Drapiesz w walizkę. Wiem, ze chcesz na grę. Nauczyłeś mnie. Budzę się i przez chwile, nie wiem, czy zejście z łóżka jest po lewej czy po prawej, kompletnie czuję się zdezorientowany. Zajmuje mi to chwilę. Idziesz, a raczej czołgasz się do szafy na gorze. Serce mi ściska. Wiem, ze chcesz być sam. 

Schować się.  Zmęczony jestem. Wracam pod koc. Kanapa na dole zapadała się. Już teraz na zawsze będzie mi przypominać o tych nocach. Chce być blisko Ciebie. Nie wymienię jej. Zawsze będzie mi przypominać, ze mimo dyskomfortu zawsze przyszedłeś do mnie. Twój zadarty łepek. Oczka... nosek.  Łzy lecą i spadaja na klawiaturę.... jak tylko o tym pomyślę.

Piękny, mądry I tak bardzo zemną kompatybilny. Ciesze się, ze ze po kilkunastu latach życia, myśląc ze świat to tylko pokoje w bloku odkryłeś, że świat jest większy, zapach trawy, mokro pod łapkami, pogoń za ptakami, motylami i pyszna deszczówką, która uwielbiasz. Przyjaciel Horwat i czarna mała kotka. Zapach tulipanów na tarasie. Zapach drewna, i krzaki. Tyle do zwiedzania.  I burza. Pamiętasz burze jak pierwszy raz tak pierdolneło, ze uciekłeś i znalazłem Cię u sąsiada. Alez ja byłem przerażony, że Cię nie znajdę. 

Kot jak z bajki mówią o Tobie. Dla mnie to nie bajka, a kawal mojego życia i przygód, podróży, miłości i czułości. Obecności. 

Drżę, o to ze Cię nie będzie. Zabraknie. Nigdy nie spotkam takiego towarzysza - nawet nie hcę - bo niema drugioego takiego i nie będzie. Wiem, to. Jesteś wyjątkowy. 

Wszystko jest w ruchu. Każda sekunda minuta jest inna. Nie ma dwóch tych samych pocałunków . NIc dwa razy się nie zdarza. Klasyk. 

Jutro kolejny dzień, na stole leży strzykawka. Gapie się na nie od tygodni.  Spróbujemy oszukać przeznaczenie po raz kolejny drogi przyjacielu. Ale tylko do momentu w którym poczujesz choć odrobinę bólu bo wtedy, wezmę Cię po raz  ostatni na kolana, pożegnam się z Tobą i pozwolę Ci odjeść.  Popatrzę w Twoje piękne oczy. Zapłaczę.  Pozwolę sobie na wieli smutek. Otulę się nim szczelnie, i schowam się przed światem.  Widzę Cie wszędzie. I widzieć będę. To co mi dałeś było piękne. Dziękuję. To fart. Mam fart tak. Kurwa , kot — a tyle wszystkiego. Jeśli sens życia to tylko w miłości go widzę...

Diego. Nie Kot. Nie zwierzę. Cud. Jesteś cudem Kochany. 

Posiedzę sobie jeszcze chwilę na tym szczycie. Może już tak zostanę. 

Czuje, jakby mi serca ubyło.  Nie mam siły pisać. Nie mam siły oddychać. Mam wszystko w dupie. Czuję się jak wieloryb wywalony na brzeg. Ciężar jest tak duży i tak właśnie wielki. Nie mogę wrócić do oceanu. Nie wrócę. 

Zły jestem na siebie, ze cierpliwość mi się kończy. Przekreślam tym samy moje wcześniejsze starania.  

Diego, jak się nie wykaraska to go tu zabraknie. Taki mały kot a taka ogromna dziura pustki. Niczym nie da się jej wypełnić. Zamienić. Nawet nie chce.  

Wymyśliłem antybiotyk. A może to nie było zapalenie. Podekscytowany jestem. A może? Ale po 4 dniu znów doł. Znów słabo chodzi. Zmęczony jestem, zmiażdżony. Plecy mnie bola od spania na tej jednoczęściowej kanapie. Siedzę przy wschodzie słońca i nawet nie patrzę na ekran tylko tempo wklepuje litery na klawiaturze. Przeniosłem komputer do kuchni. 

Szybkie ćwiczeni a rozciągające. 10 stopni. Czuje się jak gowno. Takie nie spuszczone. Pływające w kiblu bez siły. 

Idzie 3 miesiąc. Diego dzielny ale ja,mi brakuje powoli siły, mam zapalenie oka, bola mnie plecy nie wyspany, średnia snu z tych dni to jakie 4.5 h, z wstawianiem 7-9 razy. Wszystko to i tak chuj. Diego jest niesamowity. Dźwiga to wszystko. 

Nie wiem co ja wyprawiam. Widzę go przez okno ledwo idzie. Kocham, go - idę - wniosę go na fotel który lubi. 

Sterydy podane. Jade dziś po syrop, antybiotyk. Nie chce jeść tabletek - z syropem będzie łatwiej. 

Siedzimy chwile razem na tarasie. Słyszę jak Diego ciężko wzdycha. Mi jest ciężko? Kurwa. Żenad że się użalam. Kochany. Lzy same mi lecą. Rumianek zaparzyłem -  dziś mam  zapalenie oka. Wiatr wieje cicho, nawet ciepło jest 10 stopni. 

14 listopada jakby to było ważne. 

Mialem taka podłą myśl, że on umrze. W moje urodziny. Mam tak, ze czasem mam myśli których się wstydzę. Jak tak można pomysleć? Jestem tylko człowiekiem. Właściwie to zapamiętałbym datę na cale życie… Gówno myśl.  Chce je szybko spuścić.

Nie wiem czy potrafię zdecydować by go uśpić. To już trwa 3 miesiąc. Trzymamy się życia kurczowo. Chociaż życie z nas ulatuje, i zemnie tez. Patrzę się tępo na drzewa. Nie mam powodów do radości. Nawet zachwyt gdzieś se poszedł. Czuje jakbym miał na sobie ciężki plecak. Którego nie mogę zdjąć. 

W kuchni walają się puszki po red bull. Wypije go, następnego. Chuj. Za dużo tego ścierwa pie. Doda mi skrzydeł może łatwiej będzie z plecakiem. Diego zasypia. W domu syf. Zaczynam się przyzwyczajać. Nie widzieć. 

Zakupiłem zeszyty Ciorana. Znów mnie natchnęło, żeby se pisać, i konsekwentnie wylewać myśli z wiadra - Czuje z nim jaka niewidzialna więź, te zeszyty to jego osobiste zapiski. Na których widnieje napis zniszczyć po śmierci. I chuj - wydane zostały. Ludzie mówią, że dobrze. Właściwie się cieszę. Bo czytam jego książki, chce zobaczyć co pisał na codzień. Zajebiście pisze. Jakbym umiał pisać jak on w 10 procentach, moje teksty myśli były by 300% lepsze. Geniusz.  Dziwnie się to czyta. Jakbym go podglądał. Idę w to. 

Plecy mnie bola. Włączę se podgrzewanie w aucie. Burżuj. Kierownice tez a chuj. Telefon ciagle ze mną. Mam podgląd na Diego. Reaguje na każdy jego ruch.  Ciepło rozlewa sie po plecach. Kawa w dloni. Ubrany w szlafrok.

W ogole okłamano nas. Okłamano nas że jest jeden  wszechświat. To nie prawda. Każdy z nas ma swój. I on jest najważniejszy. I każdy jest w nim sam. Podróżujesz po nim, odkrywasz i szukasz. Znajdziesz jedno wielkie nic. Przygniata mnie ta belka istnienia. 

Otwieram kolejnego rb.

Wczoraj do mnie zadzwonił kolega. Pyta jak tam? No leci odpowiadam. Wiesz bo dzwonie, Ty tam sam w górach, Diego umiera pomyślałem o tobie. Jak Ty se tam radzisz. No powoli odpowiadam: wdech - wydech. Wzór życia, rytm. Strzykawka kolejna. Przytulam Diega. 

Jestem otępiały. Nawet nie czytam. Mało co pisze. Dziwne ze nie czytam, codziennie były to 2 h. Teraz jakoś nie przyswajam. Ciorana zostawiam se na później, choć kusi mnie każdego dnia, ale pisze tak  mocno, ze nie można tego czytać w kryzysie. Jestem w kryzysie? Jakoś bezwidnie to napisałem.  

Dobry ten red bul. Plecy napierdalają dalej , i nie dlatego ze wykluwają się skrzydła. Położę się jeszcze na chwile, zamknę oczy, choć Diego… lubię z nim zasypiać. Zawsze jak był zdrowy czekał na mnie w sypialni… wręcz napierał, że spać. 

Jutro podejdę do sprawy inaczej. Pójdę na spacer. Żeby nie wiem co. Kawa. Wbijam się w kurtkę i idę. Kurwa. Musze.  Diego dostał antybiotyk. W syropie. Podrapał mnie - jest zmęczony - to pierwszy raz - zawsze cierpliwy. Dostał pełną dawkę, musze jakoś to inaczej mu podawać. Dziś pojechałem  do McDonalda kupiłem mu nugets. Uwielbia. 

Za pare dni mam urodziny. 48. w zasadzie polowa życia, wiec nawet patrząc czysto statystycznie. Im więcej się zastanawiam i poszukuje odpowiedzi o sens tym wyraźniej widzę, ze go nie ma. P co się urodziłem dlaczego istnieje>?? Jestem tylko kolejnym białkiem do rozkładu z którego powstanie cos innego, wypełniam luke w tym kole życia, nic więcej. I nie pierdol mi , że ejst inaczej.

19:01 wstawiam pierogi. Dino rulez. Nie mam sił. Diego dużo śpi i je. To po sterydach. Płakać mi się chce. Ciągle. Wystarczy, że pomyśle, że go tracę i jestem rozjebany na atomy…. Diego jest moim wszystkim.

przerzuciłem, pisanie na zeszyt. _wersja przepisana poniżej


20 11 25 21:03 

Robię rosół od pani Ewy. Diego śpi pod fotelem. Brzuch mnie boli. To jest jakaś abstrakcja, że Diega nie będzie już w sobotę.

4:55

Diego ciężko oddycha, fatalna noc. Daję mu steryd. Jest wykończony. 

7:40 

Diego leży w kuchni, nie chce jeść.

8:45

Ta noc była straszna, najgorsza. Diego jak załamanie pogody, człapał, jadł i nagle nie. Leży, nie je ni pije. Dałem mu lek przeciwbólowy. Zaraz dzwonie po anioła śmierci. Może przyjedzie dziś. Właśnie tego chciałem uniknąć. Cierpienie. Dałem mu lek w strzykawce, z ulubionym jedzonkiem. 

21.11.2025 

Trzeba palić. Wczoraj przyjechali Tadek i Ewa do mnie. Pan Ewa przywiozła mi rósł. Ja podarowałem im książkę (album ze zdjęciami)  zrobiłem n apamiątkę (wyprowadzili się). Czuję się teraz sam. Ale. To też dobrze. Kolejna kawa i dzienie nie mogę się zebrać. ( To wszytko jest bez sensu- żyjemy tylko by przeżyć chwilę? Nic nie ma. Co pokolenie to ta sama próba rozwikłania tej zagadki. Po co ja żyję? Jak to możliwe? To nie przypadek, że właśnie w tej chwili trafiłem na Ciorana. Pisałem wcześniej. Ale jakoś po jego zeszytach , stwierdziłem, że spróbuję to robić reguralnie. 3 kawa. Brzuch mniej boli. Mniej rozpaczam. Rozumie, zrozumiałem, że robię to dla Diega. Nie użalam się nad sobą. On cierpi i jest chory.  - Nie mogę się zebrać i dzwonić. Po śniadaniu, No muszę to zrobić. 

12-09 

Zadzwoniłem. Doktor przyjedzie jutro. SURREALIZM tej sytuacji mnie przeraża. Pomaga mi Diego, źle się czuje. To dziwne ale to utwoerdz mnie i pomaga w decyzji. 

Zznw płaczę. Mialem myśl, że już go nie przytulę. Nie poczuje. Dotykam. Jest mo najbliższy (Diego) . 

Nie wierzę w to co się dzieje. Łatwiej by było jakby odszedł we śnie. Kocham go. Ja pierdolę ale mam rolercoster. Nie widzęę liter jak piszę. To jest nierealne. Nawet zdań nie mogę klecić 

14 48 

Brak prądu, lodówka out. Brak 2 fazy na wiosce. 

17-32

Dzwoniła Anita. Płacze , że się nie pożegna z Diego. Prąd jest. Diego n ałżku po19 dam mu przeciwbólowe leki.

20:50

Leki przygotowuje. Myśli galopują. Czy ja jestem dobrym człowiekiem? Czy mogę to zrobić? Myśl , że się źle czuję mi pomoga. Czy byłem dla Diega dobry? Nie wiem czy go doceniałem. Zawsze zemną. Zawsze przy mnie . On mnie nigdy nie zawidł. Co za boskie stworzenie. On śpi a ja siedzę w kuchni. Kurwa ale to niesprawiedliwe. Ale mam emocji. Nic na zawsze. Nic na wieki. Dziękuję Ci Diego, że byłeś, że trafiłem na Ciebie. Ty kochany Kocie. Najlepszy. M∆. W chwilach po rozstaniu z J był zawsze ze mną. Jak to będzie? Kochany. Wszystko wydaje mi się bez sensu choć odchodząc , uczysz mnie jeszcze. Już nigdy Cię nie przytulę, nigdy nie pójdziesz za mną do ogrodu, na hamak . To koniec. Koniec także mnie. Ten kot dal mi najwięcej , nie chcąc nic w zamian. Zwierzęta są lepsze niż ludzie. Diego (h) . Mam nadzieję, że jutro to przetrwam. Może nie boję się samego uspienia bo odejdziesz w spokoju. Boję się o jutro kiedy Cię już nie będzie. Czuje się coraz bardziej wypalony i zmęczony tym, że zaczynam widzieć, że życie nie ma głębszego sensu. Oszukujemy się by na samym końcu, umrę z wielkim znakiem zapytania!  Dzienie to pisać ale jesteś mi najbliższy. Kocham, biczuje się myślami czy dobrze robię. Czy byłem dla Ciebie dobry? Czy dałem Ci coś równie wielkiego jak ty mi ??? Jestem tylko nędznym człowiekiem. Wybacz każde złe słowo, każdy mj humor, ty zawsze do mnie podchodziłeś i przytulałeś. Nie wiem jak jutro to zniosę, jak ja teraz ledwo się trzymam.  Kurwa jakie to ciężkie. Rozczulam się nad sobą a ty cierpisz. 

Wkurwia mnie bezsilność - nic nie mogę zrobić. 

22.11 

7:07

Jestem jak we śnie. Patrzę na niego i wiem, że dziś go nie będzie. Łzy same mi lecą ( nawet teraz jak przepisuję ten słaby tekst) Czy ja dobrze robię? Ale mam wątpliwości, myśli. Steryd mu trochę pomógł. Podałem go w nocy. 

8:41 

Świeci słońce, wystawiłem Diega na fotelik na słońce. On się męczy nawet jak go podnoszę. Zaraz podam mu przeciwbólowy lek. Wytłumię go. Nie umiem opisać jak się ja czuję. Noc była spokojna po leku przespał a steryd dałem mu w nocy, sprawił, że dziś nawet lepiej chodził troszkę. W myślach okładam się sam myślami, sam sobie spuszczam wpierdol. Patrzy na mnie a ja myślę, że go zdradzam, że mu to robię. 

Ostatnio mam wrażenie, że wszędzie towarzyszy mi śmierć, widzę ją bardziej, mam ją blisko siebie. Kolejny raz życie pokazuje mi , że nie czeka. Nie ma nic na poźniej. Tera  - jest tylko teraz. 

9:13 

Uspokoiłem się, mam mniej wątpliwości i wyrzutów sumienia. Takie jest życie. Przychodzimy odchodzimy i nic więcej. Muszę do tego podejść logicznie. Metodycznie, bo zwariuję. 

10:17 

Toczekanie jest dobijające. 

11:59 Zadzwonił. Jedzie - muszę się wziąć w garść. Wiem, że i tak muszę to zrobić , myśl , że Diego odejdzie nie w cierpieniu dodaje mi sił. - staram się zachowywać normalnie, by Diego nie czuł napięcia. 

    22 11 2025_ 

Nie wiem czy nie przesadzam ale nastała tak totalna cisza. Przeraża mnie to . Bardzo się źle z tym czuję. Jakbym go zawiódł. Przyjaciela, który ufa mi bezgranicznie. Czas jakby się zatrzymał. Myślę, że ten kot nauczył mnie najważniejszej prawdy o życiu. 

Tęsknię Diego, leżysz teraz w kocyku …. W pudełku w salonie. To jest surrealistyczne. W poniedziałek jadę Cię skremować chcę Cie mieć zawsze przy sobie. Chcę być z Tobą pochowany. Będziemy razem do końca. Przypominają mi się słowa bohatera mojego filmu dokumentalnego LUMP,  Sławkach mówił do Lumpa ( Będziesz Ty zdychał , będę ja przy Tobie, kiedy będę ja zdychał to ty będziesz przy mnie - wiem o tym ) 

Diego kocham Cie. Nigdy nie powiem tego w czasie przeszłym, bo moja miłość do Ciebie i wdzięczność. Nigdy nie będzie miał akonta (h).  

NIe mam siły. Ległem. Pusto. Cisza jakby w dzwon ktoś walił - tak dźwięczy - bl , smutek, żal, tęsknota. Chodzę po domu bez celu. Jest nie tak samo, alez On wnosił tu wszystkiego , znów płaczę. 

25.11. 2026

8:11

Bolą mnie oczy od łez. Zimno. Muszę napalić. Smutno we mnie. Rozgościł się Zostanie na długo. Wyjście dziś na taras mnie totalnie poskładało. Diego był tym domem. Nie te ściany, miejsce. On (h) Widok miski na tarasie i taras rozjebał mnie , słabo mi się zrobiło w nogach. Oczy pieką ale to nic w porównaniu z sercem. Nie wiem jak to będzie. Nie spodziewałem się , że Diego to taka część mnie. Kurwa nie dam rady. Śmiejcie się ale to on jest mną a ja nim. Teraz to widzę. Ciężko to mało powiedziane. Wszędzie go widzę. - zabija mnie myśl , że on leżał sobie a ja go podniosłem i poniekąd zabiłem go. Leżał sobie. Ufał mi. Był bezpieczny w tym domu. Broniłem fo. Jestem zrozpaczony. Nie ma do. On był wszystkim. Musiałem go stracić by zobaczyć . Widzę to tak wyraźnie, pełne słońce w oczy, których nie mogę zamknąć. 

Zabiłem kogoś kogo najbardziej kochałem. To takie wyraźne. Bez niego mnie nie ma. Koi mnie widok strzykawek. Przypominają mi , że o niego walczyłem. 

15.01

Wyszadłem na spacer. Pięknie świeci słonce (h). Moje myśli ( wszystkie są przy Diego )

21:35

Oglądam seriale głupie. Płacze i bolą mnie oczy. 

24 11 2026 

Dziś jadę skremować Diego. (H) Niby spałem, niby nie. Zima. Zero stopni. Zima idzie. 

13 20 - Home. Chyba przepalę. Diega odbiorę po 17-18  (h)

18 50 Diego już w domu. Stoi na palce. Dobra to decyzja dla mnie. Mam i będę miał go zawsze przy sobie (h) Idę spać, dzień pełen emocji. Jutro mam urodziny. Dostałem od Angeli kartkę (h) Cudowna, wydrukuje ją. 

25 11 2025 

Dziś są moje urodziny, i co z tego? Pada śnieg. Płaczę, że Diego nie doczekał tego widoku. Opadam na dno zapomnienia. Nie wiem co z sobą zrobić. Tęsknię za nim. Za mało go doceniałem, że był. Boli. Drugiej szansy nie ma. Zobacz o masz. Zatrzymaj się. Doceń. 

26 11 2025 

Miałem jechać zmienić opony. Zasypało. W zasadzie mogłem jechać ale jakoś się nei czuje. - następny termin 9 grudnia. Poczułem by dziś zostać. I zostaje. Strasznie dziś się zajadałem, stres mi szkodzi. Dosyć


22 11 2025 Data wazniejsza dla mnie niż cokolwiek inngo.

Tęsknie za nim, płaczę. Nie spodziewałem się, ze Diego, jest taka wielką częścią mnie i tego miejsca. Przeraża mnie to , w sercu ściska.  

Gadam do niego, mam go w urnie, nie wyobraziłem sobie go kłaść do tej zimnej ziemi , chce go mieć z soba zawsze. Jak odszedł zrozumiałem, wszystko, kim był i co mi dawał.  

Jest w każdej mojej myśli. Smutek pozera mnie jak wąż mysz, w całości. Już go nie przytulę. Nie pomruczy. Kurwa - nie widzę sensu w niczym. 

Mam napady paniki, smutku i żalu i złość.  Zmienilem się. 

Kocham Cie Diego . Zawsze będę. Tęsknię. Umierał będę i myśleć o Tobie będę. 

Cud. To był. Ze mieliśmy siebie. Zjebany ten świat . Byłeś najlepszy. Najlepsze co mnie spotkało. Właściwie niczego juz nie oczukuje. Dokulam się do końca.

ps no edit- pure myśli / chce czuć te chropowatość- i prawdziwy moment. Większości nie opisałem. Nie byłem w stanie. Pierdole nei poprawiam błędow.

Miałem go jeszcze weekend. Jeszcze jak odszedł. Głaskałem - Znow ryczę.

Diego, Nie kot. Cud. Moj. Nie ma dnia bym o nim nie myślał.

Zostaw maila. Odezwę się, kiedy będzie o czymś.