← Wróć do bloga
blog

(łac. trajectus – przejście)

2 maja 2026

(łac. trajectus – przejście) _to krzywa lub ścieżka opisująca ruch punktu materialnego lub ciała w przestrzeni w funkcji czasu.

Stało się. To jedno z tych wydarzeń co zmieniają życie. Jakby ktoś złapał cię za powieki i na siłe ci je otworzył, wywinął na drugą stronę i wbił wykalaczki by się przypadkiem nie zamknęły. Patrz kurwa. Widzisz?! A kuku matherfucker!

Na początku, boli. Piecze. Razi. Światłlo uderza fotonami w czułe miejsce. Kłuje. Mija troche czasu zanim obraz ukształtuje się i wywoła na błonie siatkówki oka. Zrobi się ostry i prawdziwy. Kolorowy. Ostry.

Na początku nie wierzysz. Wątpisz, podważasz. Tłumaczysz i wręcz nie chcesz na to patrzeć. Za poźno. Prawda boli, jak rana piecze, krwawi i sączy ból niespiesznie. Chociaż to raczej wygląda jakby serce ci wyrwało. Leży teraz martwe, choć bije nadal, klika metrow od ciebie a ty czujesz je w piersi. Jak to? Ból fantomowy. Nie przestaje bić. Kurczy, pompuje i cholernie boli. Krwawi. O dziwo - nie umierasz. Nie możesz. Masz czuć.

Nawet nie próbuj ich ponownie zamykać. Co zobaczyłeś nie odwidzisz. Gdy boli i pulsuje, zadziwijąco skuteczna jest ta nasza niedoskonała pamięć. Nie wymażesz, nie zdrapiesz. Nigdy. Wyryte to już jest. I blizna będzie z tego. Ogromna.

Nie uwierzysz jak ci powiem, że kiedyś przestanie boleć. Choć wijesz się z bolu. Skręcasz. Wyjesz. I tak mi nie wierzysz. Ten ból to nawet nie jest najgorszy. Ciało, dużo wytrzyma. Zniesie, i zapomni. Zabliźni. Najgorsze, że wszystko się zmieni. Wszystko co wydawało sie bezpieczne i twoje. Zachwiało. rozbiło. Spokój, wiara w pizdu. Wszystko to przepadło. Inny to teraz świat będzie a jeszcze przed chwilą był to twój dom. Bezpieczna nora.

Uczysz się chodzić od nowa. Tym razem, ostrożniej, powoli stawiasz stopy na nierównym podłożu. Już nie dasz się zrobić. Ni chuja. Kurwa! Po moim trupie! Rzucasz.

Wydarzenia potrafią zmienić trajektorię. Wytrącić, zmienić kierunek. Nawet wpierdolić cię czołowo na ścianę. Zabić. Zniszczyć. Poturbować. Zgnojić. Czasem tak przypierdoli to i drogi back znaleśc nie można. Wyjebie cię w kosmos. Dosłownie. Bladzisz. Cierpisz. Rozpaczasz. Wyjąc, tulisz się do ściany. Zimna ale jedynie ona daje oparcie.

Gdyby nie one siedziałbyś z zamknietymi mocno powiekami i cały ten czas był byś ślepy. Glupi. Może i bezpieczny ale okłamywany. Sam to sobie robisz. Nie chcesz zobaczyć. Oni też nie chcą byś zobaczył. A i tak zobaczsz. Gwarantuje.

Przez te nieoczekiwane wtrącenia stajesz się lepszy. Świadomy. Bardziej tu i teraz. Mogą cię oczywiście zniszczyć ale mogą równie wiele dać. Najwięcej. To dary. Przebudzenie.

Uważam, że są koniecznością. Zmian. Na lepsze.

Teraz tak to widzę. Oczy pieką nadal ale obraz jakby ostrzejszy. Serce bije. Jakby spokojniej. Żyję. Wiem więcej. Jestem bardziej ludzki.

Do siebie mowię. Pamiętaj by nie dryfować. Bo może to trwać latami. Czasem jest to potrzebne ale ważne by znow znaleść drogę i cel. To tylko przejście. Kolejny świat i kolejne przebudzenie. Przed nieuniknionym zaśnięciem. Wtedy gdy to wszystko przejdziesz, mniej boli.

Get up! Zapierdalaj!

music: https://open.spotify.com/track/2DZsgpfXsqJ8cioAi4Jr1Q?si=fadcc8664c1641bc