winda

Eksperymentalny mini scenariusz. Napisany -  lat temu. Dla zabawy.

Fake poster - ai generated for fun

WINDA

scenariusz: Piotr Borucki

INT. WINDA - DZIEŃ

Do windy wsiada KOBIETA (35) w eleganckim płaszczu, z modną torebką Louis Vuitton. Wchodząc, grzebie w torebce, szukając dzwoniącego telefonu. Lekko zdenerwowana. Wciska najwyższe piętro i wreszcie wyszarpuje telefon.

KOBIETA

Halo?

TELEMARKETER (V.O.)

Dzień dobry. Z tej strony Tomasz Lewandek z Centrum Badania Zdrowia. Ten numer został wylosowany w celu przeprowadzenia przez nas ankiety. Informuję, że rozmowa ta jest nagrywana. Informuję też, że mamy dla Pani nagrodę...

KOBIETA

Wie Pan co, ja nie bardzo mogę teraz rozmawiać, czy może Pan zadzwonić troszeczkę później? Jadę właśnie windą...

Do windy wchodzi JEGOMOŚĆ (70), elegancki starszy pan. Drzwi prawie się zamykały, ale udało mu się wejść.

TELEMARKETER (V.O.)

Nie, proszę Pani. Wszyscy tak mówicie, że zaraz, że potem, że proszę zadzwonić później. A potem blokujecie numer i nic. Nie można się do Was już dodzwonić. A ja tu, proszę Pani, na chleb zarabiam.

Rozumie Pani? Na chleb!

Rozmowa z telefonu jest słyszana przez wszystkich w windzie. Jegomość patrzy znacząco na Kobietę, wprawiając ją w lekkie zakłopotanie.

KOBIETA

Dobrze, w takim razie. Ale proszę się pospieszyć. Ja... ja czekam na ważny telefon.

JEGOMOŚĆ

Naprawdę. Naprawdę musi Pani kłamać temu młodemu człowiekowi? Przecież on tak się stara...

KOBIETA

(kąśliwie)

A skąd Pan wie, że nie czekam na ważny telefon? Od męża. Zaraz pewnie będzie dzwonił.

Winda zatrzymuje się na kolejnym piętrze. Wchodzi BABCIA (75) z pieskiem na smyczy. Pieska nie widzimy.

BABCIA

Przepraszam, czy w górę czy w dół?

JEGOMOŚĆ

W górę, szanowna Pani.

BABCIA

Pozwolą Państwo, że z Państwem pojadę. Lucek naprawdę nie może już czekać. Prawda, Lucek?

Lucek szczeka. Babcia ładuje się do windy. Drzwi zamykają się.

KOBIETA

Ale przecież to na to samo wyjdzie. Winda będzie zjeżdżać, to Panią zabierze, a teraz robi tu Pani tłok. Może Pani uspokoić tego psa? Przez telefon rozmawiam. Nic nie słyszę.

BABCIA

Nie słyszy Pani, bo zasięgu nie ma.

KOBIETA

Nie słyszę, bo pies szczeka. Może go Pani uciszyć?

TELEMARKETER (V.O.)

Czy Pani mnie ignoruje?

KOBIETA

Nie, nie. Oczywiście, że nie. Słucham Pana, tylko tu jakieś zoo mam w windzie.

JEGOMOŚĆ

Jakie zoo? Proszę Pani? Wypraszam sobie. Dlaczego Pani jest taka nieprzyjemna? Co z wami, młodzi ludzie?

KOBIETA

No nic, nie da się wszystkich zadowolić, a ta Pani mogłaby poczekać i wsiąść do windy, jakby zjeżdżała, a nie jechała w górę. My w ogóle jedziemy?

JEGOMOŚĆ

Hm... Racja. Właściwie nie jedziemy. Nie poruszamy się.

TELEMARKETER (V.O.)

Tak więc, mamy dla Pani super ofertę i darmowy prezent. Zapraszamy dnia dwudziestego ósmego maja na darmowe badanie cytoplazmatyczne, które przeprowadzane

będzie...

KOBIETA

Cyto-co?

TELEMARKETER (V.O.)

Cytoplazmatyczne. Oparte na nowatorskiej metodzie. Pobieramy wydzielinę z ucha i komputer w przeciągu czterech minut daje wynik...

BABCIA

Lucek nie da rady! Dlaczego ta winda nie jedzie? Co Pani zrobiła? Wy młodzi wszystko tak naciskacie, wciskacie...

KOBIETA

Ja? No proszę Pani, nic nie wciskałam. Przecież rozmawiam przez telefon. Pewnie się popsuła i tyle. Posiedzimy tu do wieczora. Nie….

Jegomość sprawdza przez okulary przyciski w windzie. Lucek ujada. Telemarketer się niecierpliwi.

KOBIETA

Przepraszam, może Pan poczekać? Mam drugie połączenie. Mąż dzwoni. Sekunda, dobrze…

Przełącza połączenie.

KOBIETA

Halo?

MĄŻ (V.O.)

(z wyrzutami, podenerwowany)

Z Twoją matką nie da się już normalnie gadać. Mówiłem, przekonywałem, ale nic! Jest uparta jak osioł. Teraz jestem już na sto procent przekonany, po kim taka jesteś..

.KOBIETA

(wyraźnie nie tego się spodziewała)

Naprawdę...? Jak? Jaka jestem?

MĄŻ (V.O.)

Niereformowalna!

KOBIETA

Ale załatwiłeś coś?

BABCIA

Lucek, przestań! Nie teraz!

Pies zaczyna załatwiać swoją potrzebę. Jegomość wyciąga nieskazitelnie białą chusteczkę i zakrywa sobie nos.

JEGOMOŚĆ

No to już jest koniec... Po co w ogóle Pani wsiadała z tym psem...

BABCIA

A Pan co? Kupki Pan nie robi? Że śmierdzi tak?

MĄŻ (V.O.)

Zgodziła się tylko na połowę.

KOBIETA

Jak to na połowę?

JEGOMOŚĆ

(do Kobiety)

Może się Pani nie drzeć? Teraz są ważniejsze sprawy. Musimy się stąd wydostać. Nie widzi Pani, co się dzieje? Zaraz się udusimy.

MĄŻ (V.O.)

Co tam się dzieje?

KOBIETA

Katastrofa. Winda nie jedzie. Ale wygrałam nagrodę...

MĄŻ (V.O.)

Jak nagrodę?

KOBIETA

Chwila...

Przełącza się do telemarketera.

KOBIETA

Jaką nagrodę wygrałam? Mąż się pyta.

TELEMARKETER (V.O.)

O, jest Pani. Żelazko firmy Philips na parę…

Przełącza się z powrotem do męża.

KOBIETA

Żelazko na parę.

MĄŻ (V.O.)

Po co nam żelazko? Mamy w domu. Deskę też mamy. Zresztą w tym domu to ja prasuję…

BABCIA

Może Pani zadzwonić po pomoc? My nie mamy telefonu. A

widzę, że dzwonek nie działa.

KOBIETA

Proszę poczekać, z mężem rozmawiam...

(do siebie)

Boże, ale tu zaśmierdzi... Lucek się zesrał.

MĄŻ (V.O.)

Kto to jest Lucek? Kurwa.

JEGOMOŚĆ

O, tu jest numer. Proszę zadzwonić pod ten numer. Pogotowie windowe. Bardzo prosimy…

KOBIETA

(jakby w amoku)

Naprawdę chce dać tylko połowę? Zaraz do niej

zadzwonię.

Nerwowa atmosfera w windzie. Kulminacja. Jegomość dzwoni na pomoc. Babcia szpera w torebce i szuka torebki na psie odchody. Kobieta zdenerwowana.

JEGOMOŚĆ

Najpierw po pomoc niech Pani zadzwoni. Szybko.

KOBIETA

(do telemarketera)

Wie Pan co, my już mamy żelazko... Muszę kończyć...

TELEMARKETER (V.O.)

Wiedziałem, że tak będzie. Na cholerę mi Pani zabrała czas? Normy nie wyrobię przez Panią.

KOBIETA

Przepraszam, naprawdę muszę kończyć. Zaraz się uduszę.

Rozłącza się z telemarketerem.

KOBIETA

(do męża)

Jesteś? Muszę kończyć. Pogadamy w domu.

Rozłącza się też z mężem.

JEGOMOŚĆ

No niech Pani dzwoni.

BABCIA

No bardzo prosimy…

.Babcia też zakrywa twarz chusteczką. Kobieta wybiera numer telefonu widniejący na windzie.

KOBIETA

Dzień dobry, chciałam zgłosić awarię windy na Piłsudskiego 35. Mogą Panowie przyjechać nas wydostać?

(słucha)

Za cztery godziny? Nieeee, Nie wierzę.

DYSPOZYTOR (V.O.)

Proszę być cierpliwym. Mamy dziś sporo awarii w mieście. To pewnie przez te burze dziś. Zasilanie siada.

KOBIETA

Ale my tu naprawdę mamy awarię, wie Pan. Pies tu jest, no i jak to by Panu powiedzieć...

DYSPOZYTOR (V.O.)

(rozbawiony)

Heh, zesrał się?

KOBIETA

Pana to śmieszy?

DYSPOZYTOR (V.O.)

No tak. Postaramy się być jak najszybciej.

Dyspozytor rozłącza się.

BABCIA

A dlaczego tylko połowę?

KOBIETA

Słucham?

BABCIA

Dlaczego chce dać tylko połowę?

KOBIETA

(zaczepnie)

A ładnie to tak podsłuchiwać?

BABCIA

No jak Pani wrzeszczy mi tuż przy uchu, to trudno nie słyszeć. Pytam... Bo wie Pani, ja dla swojego dziecka to wszystko bym dała... Życie nawet... Mojego starego malucha nawet...

(do psa)

Lucek, zamknij ty się już.

JEGOMOŚĆ

Zaraz nie wytrzymam.

Jegomość powoli wpada w spazmy. Chyba będzie wymiotował.

KOBIETA

(cicho)

Na auto miała dać... obiecała.

Jegomość zaczyna wymiotować. W tym samym momencie drzwi windy otwierają się. Jegomość wymiotuje wprost na kolesia który czekał na windę.

CUT TO:

INT. KORYTARZ PRZED WINDĄ - CIĄG DALSZY

Chaos. Koleś stoi oszołomiony, ociekając. Wszyscy wychodzą pospiesznie z windy, przepraszając. Babcia ciągnie Lucka, Jegomość szuka chusteczki.

Kobieta zostaje sama na korytarzu. Oddycha głęboko. Cisza. Dzwoni telefon. Odruchowo odbiera.

KOBIETA

Halo?

MATKA (V.O.)

(ciepło)

Córeczko, dzwonię powiedzieć, że jednak dam całość na to auto. Twój mąż ma rację. Powinnaś mieć nowe.

Kobieta stoi w miejscu. Milczy.

MATKA (V.O.)

Jesteś tam?

KOBIETA

(cicho, z emocją)

Mamo... Ja... dziękuję.

Kobieta rozłącza się. Stoi przez chwilę w bezruchu. Patrzy na windę. Babcia z Luckiem czeka na drugą windę obok. Nie odwraca się.

BABCIA

(jakby do siebie)

A nie mówiłam? Dla dziecka... wszystko.

Kobieta uśmiecha się lekko. Odkłada telefon do torebki. Kieruje się w stronę klatki schodowej. Tym razem idzie pieszo.

BLACKOUT.

KONIEC

Previous
Previous

trzy siostry

Next
Next

Week. 1.0